Obrzędowość weselna
Zawarcie związku małżeńskiego w białoruskiej społeczności zamieszkującej Podlasie było zawsze bardzo ważnym wydarzeniem. Z żadnym innym obrzędem w cyklu rodzinnym nie wiązało się tak dużo zwyczajów, wierzeń i obrzędów. Wraz z upływem czasu uległy one znaczącej redukcji, współcześnie obrzędowość weselna tylko w niewielkim zakresie opiera się na obowiązującym niegdyś schemacie. Obejmował on niezwykle rozbudowany scenariusz kolejno następujących po sobie wydarzeń, w których brała udział młoda para, rodzice młodych oraz liczne grono pozostałych członków rodziny i sąsiadów. Co ważne, wszystkie podejmowane wówczas czynności obrzędowe wpływały na przyszłość młodej pary, szczęśliwe pożycie małżeńskie nowożeńców. Kolejne etapy obrzędowości weselnej miały nie tylko określony czas ich rozpoczęcia i zakończenia, ale także grono osób, które brały w nich udział. Rozpoczęcie następnego aktu wesela było możliwe wyłącznie wówczas, kiedy zakończył się poprzedni.
W wiejskiej społeczności było przyjęte, że decydującą rolę w kojarzeniu młodych odgrywali ich rodzice. Kierowali się oni głównie kwestiami majątkowymi, czyli takim doborem partnerów, aby nie było rażących dysproporcji w ilości posiadanej ziemi, zwierząt hodowlanych czy też zabudowań gospodarczych. W skrajnych wypadkach ustalano między rodzinami zawarcie związku małżeńskiego bez wiedzy młodych, po czym byli oni jedynie informowani o decyzji swoich rodziców. Znano wiele takich sytuacji, w których młodzi pobierali się wbrew swoim uczuciom, stąd też nieszczęśliwa miłość była jednym z częstszych motywów weselnych pieśni.
W kojarzeniu młodych par niezwykle ważną rolę odgrywały swaty, czyli wizyta kawalera w domu panny na wydaniu. Często swaty były poprzedzone wcześniejszą rozmową między osobą wysłaną przez kawalera i jego rodziców (kobietą bądź mężczyzną) z rodzicami panny młodej, podczas której orientowano się, czy przyjmą oni kawalera ze swatem. Jeśli rodzice panny młodej uznali, że kawaler nie spełnia ich oczekiwań, głównie w zakresie posiadanego majątku, mogli podczas tej rozmowy dyskretnie przekazać swój brak zainteresowania jego kandydaturą. Pozwalało to uniknąć podczas swatów odmowy wydania córki za mąż, co – według wiejskiej społeczności – dla kawalera stanowiło niekorzystny obrót rzeczy i mogło mieć zły wpływ na dalsze poszukiwaniach życiowej partnerki.
Jeśli wstępna rozmowa przebiegła pomyślnie dla kawalera, to do panny i jej rodziców udawały się swaty, które zwano także „diwosnubami”. Brał w nich udział kawaler oraz mężczyzna znany z łatwości prowadzenia rozmowy. W czasie takiego spotkania prezentował on w jak najkorzystniejszym świetle przyszłego pana młodego. Najczęściej nazywano go marszałkiem lub swatem, rzadziej „rajkiem”. Ta ostatnia nazwa występowała na zachodzie Białostocczyzny.
Wierzono, że niektóre dni w tygodniu, w tym, zwłaszcza czwartki i soboty sprzyjają pomyślnemu zakończeniu swatów. Najmniej sprzyjającym dniem wizyty w domu panny był poniedziałek. Swat i kawaler jako powód swego przybycia podawali zazwyczaj chęć kupna jałówki lub innego zwierzęcia. Rodzice panny początkowo udawali, że nie znają prawdziwego celu ich wizyty, a następnie, jeśli decydowali się przyjąć kawalera, zapraszali go ze swatem na poczęstunek lub, jeśli decyzja była przeciwna, odpowiadali im, że jałówka jest jeszcze zbyt młoda na sprzedaż. Jeśli dziewczyna wyraziła zainteresowanie kawalerem przystępowano do wstępnych rozmów na temat posagu, jaki miała otrzymać. Gdy rozmowy kończyły się pomyślnie, to swat wręczał rodzicom chleb, a w zamian często otrzymywał haftowany ręcznik.
Kolejnym etapem przygotowań do wesela była wizyta rodziców panny w gospodarstwie kawalera w celu poznania jego zamożności, ale też i cech jego charakteru, np. pracowitości. W gwarze podlaskich Białorusinów nosiła ona nazwę „rozhladów”. Rodzice kawalera starali się tak przygotować gospodarstwo, aby sprawiało wrażenie zadbanego i zamożnego, np. pożyczano ziarno zbóż, a liczne rodzeństwo kawalera ukrywano u sąsiadów. Podczas „rozhladów” omawiano także wielkość posagu panny, co często wzbudzało gorące dyskusje wynikające z zupełnie odmiennych oczekiwań obu stron.
Po wizycie w gospodarstwie kawalera obie rodziny spotykały się w domu panny na zmówinach, zwanych też „ładami”. Głównym celem tej wizyty było ostateczne ustalenie wielkości posagu. Niekiedy targi te miały bardzo teatralny charakter, grożono bowiem zerwaniem rozmów lub wręcz już opuszczano dom, okazując niezadowolenie z braku osiągnięcia porozumienia. W skład posagu zazwyczaj wchodziły pieniądze, zwierzęta hodowlane, w tym przede wszystkim krowy i owce, odzież, pościel, samodziałowe tkaniny, np. dywany dwuosnowowe, rzadziej ziemia uprawna. Ustalano również podział obowiązków związanych z przygotowaniem wesela. Po zakończeniu targów i osiągnięciu porozumienia uczestnicy rozmów, a byli to często i rodzice chrzestni młodych i inni członkowie ich rodzin, spożywali przygotowane potrawy wraz z alkoholem przyniesionym przez rodziców przyszłego pana młodego. Śpiewano wówczas pieśni wyrażające radość z uzgodnionej wspólnie wysokości posagu:
Paswarylisie i pahadzilisie,
Ruczki prybyli dla dobraje zhody.
Dobre, szto choć nie pabilisie,
Dajuczy pasah dla młodych.
A nasza (imię młodej) niby kwietaczka,
Uze dumkami u nowaj chataczcy;
Kłaniajsuie, kłaniajsie, mileńka dzietaczka,
Swajemu baćkowi i swajoj mataczcy.
(A. Barszczewski, Białoruska obrzędowość i folklor wschodniej Białostocczyzny, Białystok 1990, s. 73.)
Po zmówinach rozpoczynano przygotowania do wesela, które zazwyczaj miało miejsce miesiąc później. Panna młoda przygotowywała swój posag, wyszywała makatki i ręczniki wspólnie z koleżankami, zwanymi druhnami, wiązano kokardki przypinane swatom, a przede wszystkim młodzi zapraszali gości.
Zazwyczaj na tydzień przed weselem odbywała się zabawa, którą zwano „zaruczynami” lub „małym weselem”. W jej trakcie umieszczano na ręczniku chleb, a na nim młodzi kładli ręce obwiązane ręcznikiem. Śpiewano wówczas pieśń, której treść nawiązywała do tego zwyczaju:
Oj, nasza (imię) darahaja,
Oj, uze sonieczko daharaje,
Oj, ruki uże pałożany na chlebie,
Oj, chutko pawiedut da szlubu ciebie.
Oj, chutko pakiniesz chatu matuli,
Oj, Błahasławi doczku, tatulu.
-
Barszczewski, Białoruska obrzędowość i folklor wschodniej Białostocczyzny, Białystok 1990, s. 75.)
W ostatnią sobotę przed weselem odbywał się „panieński wieczar”, uczestniczyły w nim zarówno panny jak i kawalerowie zaproszeni na wesele. Jego stałym elementem było wykupywanie koszuli, a czasami także i kalesonów, rzadziej rękawiczek, przez swata reprezentującego kawalera. Po zakończeniu targów koszula była wykupywana przez swata, który najczęściej ofiarowywał za nią cukierki i czekoladę, rzadziej płacił pieniędzmi i alkoholem. Zdarzało się, że w zamian młody przekazywał pannie młodej bluzkę i buty. W czasie wspólnej zabawy śpiewano liczne pieśni, choć znano zwyczaj zakazujący śpiewania pannie młodej, gdyż w przeciwnym razie miało to sprowadzić na nią nieszczęśliwy los w małżeństwie. Treść pieśni śpiewanych podczas „panieńskiego wieczoru” odnosiła się do rozstania młodej z rodzinnym domem, pożegnania z rodziną, niepewnym losem młodej mężatki:
Ljaceu sakol z czużych staron, upau, wodu pjuczy,
Zaplakala sirotanka, da szljubu iduczy.
– Czago placzasz, dzicja majo, szto tabe treba?
– Oj, placzu ja, pryplakuju, szto backi i matki njama.
Kab ja była zjazjulenkaju, paljacela b na magiłku,
Skazała b: „ku-ku! Padaj, tatu, padaj, mama, prawuju ruku”’
– Rady byli b, dzicja nasza, abedzwe daci –
Syra zjamlja, żouty pjasok – njama jak ustaci.
(M. Hajduk, Pesni Belastoczczyny, Minsk 1997, s. 151.)
Wypiek korowaja był wyjątkowo ważnym wydarzeniem w przygotowaniach do tradycyjnego wesela. W przeddzień ślubu zamężne kobiety, w liczbie około dziesięciu, pod nadzorem matki chrzestnej młodej (zwanej „starszą korowajnicą”) wypiekały w domu panny młodej ciasto weselne zwane korowajem. Zdarzało się również, że korowaj wypiekano w domu pana młodego, co zgodnie z dawną tradycją miało miejsce w niedzielę, czyli w dzień ślubu. Wypiek korowaja był obwarowany licznymi zakazami i nakazami, które miały zapewnić szczęśliwe zakończenie pracy, czyli wypiek dobrze wypieczonego, wyrośniętego, rumianego i kształtnego ciasta. Z wyglądu korowaja wróżono o losach nowego małżeństwa, stąd dokładano wszelkich starań, aby ciasto wyglądało jak najlepiej, nie było spękane lub, co gorsza, z zakalcem. Nie zezwalano, aby przy wyrobie ciasta i wypieku byli obecni mężczyźni. Każda z kobiet przynosiła jajka i pszenną mąkę, a niektóre także masło i śmietanę. Zdarzało się, że do ciasta dodawano mleko, cukier lub miód. Korowaj miał kształt okrągły, co łączono z symboliką słońca. Tradycyjną ozdobą weselnego ciasta były „huski” (gąski), niewielkie kawałki ciasta o ptasim kształcie. Wypiekano ich zawsze więcej, tak, aby młoda mogła nimi obdarować dzieci w drodze do cerkwi. Wzdłuż górnej krawędzi korowaja umieszczano spleciony z ciasta warkocz. Niezbędną ozdobą korowaja były dwie, oblepione ciastem gałązki drzew owocowych o wysokości ok. 30 cm, przy czym jedna miała podwójne rozgałęzienie, a druga potrójne. Podwójnie rozgałęziona symbolizowała młodą parę, natomiast potrójnie rodziców z dzieckiem. Zdarzało się, że na korowaj ustawiano wypieczone z ciasta dwie postacie – męską i żeńską, symbolizujące młodą parę.
Podczas wyrabiania ciasta i jego wypieku śpiewano pieśni opisujące czynności, jakie właśnie wykonywano. Jedną z nich, z Husak (gm. Bielsk Podlaski), przytacza Irena Matus:
Oj, de taja hospodynia, szto w hati,
Nechaj prynese do korowaja łopaty.
Oj, de taja hospodynia, szto w szubi
Nechaj prynese do korowaja kociuby.
Oj, de taja hospodynia, szto ne ma
Nechaj prynese do korowaja pomeła.
Oj, de taja hospodynia, szto nietu,
Nechaj prynese do korowaja zahnietu
-
Matus, Lud nadnarwiański. Zwyczaje i obrzędy weselne, Białystok 2018, s. 119.)
Po wypieczeniu korowaja śpiewano pieśń, w której wyrażano radość z udanej pracy:
Oj, charoszy nasz karawaj, charoszy,
Bo charoszyja karawajnaćki gibali.
Oj, wysoki nasz karawaj, wysoki,
Bo wysokija karawajnaćki gibali.
Oj, rumjany nasz karawaj, rumjany,
Bo rumjanyja karawajnaćki gibali.
Oj, cycaty nasz karawaj, cycaty,
Bo cycatyja karawajnaćki gibali.
Oj, puzaty nasz karawaj, puzaty,
Bo puzatyja karawajnaćki gibali.
(M. Hajduk, Pesni Belastoczczyny, Minsk 1997, s. 146.)
Wśród uczestników wesela byli przedstawiciele kawalera i panny. Mieli oni do odegrania określoną zwyczajem rolę podczas całej uroczystości. Ze strony pana młodego był to marszałek, starszy swat, rzadziej drugi swat oraz ich małżonki zwane „swańkami”. Natomiast w orszaku panny młodej mógł znajdować się również marszałek, ponownie, starszy swat, niekiedy i drugi swat z małżonkami zwanymi „swańkami” oraz panny zwane drużkami.
Stroje pary młodej były jeszcze na początku XX wieku bardzo skromne, szyte z płótna własnego wyrobu. Panna młoda zakładała lnianą, białą koszulę zdobioną haftem na mankietach, stójce i wzdłuż rozcięcia z przodu. Spódnica w zależności od pory roku mogła być wełniana (zimą) lub lniana (latem). Jeszcze przed II wojną światową powszechnie wprowadzono strój miejski, a w tym kolorowe sukienki i bluzki. Po wojnie panny młode powszechnie zakładały białe, długie sukienki. Jeśli chodzi o fryzurę, to panny zawsze miały splecione warkocze, natomiast mężatki zakładały czepce. Welon jako element stroju weselnego panny młodej pojawił się wśród podlaskich Białorusinów tuż przed II wojną światową. Pan młody na początku ubiegłego stulecia do ślubu zakładał lnianą, długą koszulę i uszyte z tego samego materiału spodnie. Zimą spodnie lniane zastępowały wełniane. Przed II wojną światową powszechne stały się garnitury. Pan młody wyróżniał się przypiętą po lewej stronie białą kokardą. Marszałkowie oraz starszy swat wyróżniali się przewiązanym przez ramię ręcznikiem.
Zgodnie z dawną tradycją śluby odbywały się wyłącznie w niedzielę. Jeszcze w tym dniu panna młoda była zobowiązana zaprosić na wesele wszystkich mieszkańców wsi, a nawet inne osoby spotkane tego dnia. Przed wyjazdem do cerkwi odbywał się „pasad”, obrzęd, w którym uczestniczyła panna młoda i jej rodzice. Na środku izby ustawiano dzieżę i nakrywano ją kożuchem z włosiem do góry. Zarówno dzieża, w której rozrabiano ciasto chlebowe, jak i kożuch odgrywały bardzo ważną rolę w symbolice ludowej. Kożuch był kojarzony z dostatkiem i bogactwem, a dzieża była utożsamiana z zasobnością w pożywienie, a tym samym brakiem głodu. Brat panny młodej prowadził ją do dzieży, na której siadała. Następnie ojciec młodej błogosławił ją ikoną, a brat rozplatał warkocz. Zdarzało się, że w obrzędzie „pasadu” uczestniczył też pan młody, który przyjeżdżał do domu młodej przed wyjazdem do cerkwi. Z obrzędem „pasadu” łączyło się wiele pieśni, często pojawiał się w nich motyw rozplatania warkocza:
Kawala zjazjulka pa rase,
Płakała Marysja pa kase:
– Chto maju kosanku raspljace,
Chto mjane da szljubu pawjadze?
Wyskaczyu Kosciczak z kamory:
– A ja, twój bratoczak rażony,
Ja twaju kosanku raspljatu,
Ja cjabe da szljubu pawjadu.
Na belym ruczniku pastaulju,
Ja twaju kosanku papraulju.
(M. Hajduk, Pesni Belastoczczyny, Minsk 1997, s. 153.)
Zwyczajowo po „pasadzie” odbywało się wspomaganie („uspamahannie”,
„spomahanie”), w trakcie którego wszyscy obecni goście kładli na talerzyk nakryty chusteczką drobne pieniądze. Większe kwoty przekazywali rodzice i rodzice chrzestni. Ofiarowane pieniądze panna młoda nosiła w chusteczce przez całe wesele. Wierzono, że mają one zapewnić dostatek dla nowej rodziny. Podczas zbierania pieniędzy śpiewano pieśń występującą w licznych wariantach, których wspólnym motywem jest wędrujące kołem słońce:
Kolesom soneczko
Ja w horu jiede –
Mołoda Mania
Do szlubu jiede.
Oj, Jiede, jiede,
Wże j odjizdżaje –
Prosyt bateńka
Na spomahanie.
– Nech tebe, doniu,
Sam Buoh spomoże,
Jak wsie śwjatyje –
Lude dobryje.
Kolesam soneczko!
Ja w horu jiede –
Mołoda mania
Do dzlubu jiede.
Oj, jiede, jiede,
Wże j odjiżdżaje –
Prosyt matiuonku
Na spomahanie.
– Nech tebe, doniu,
Sam Buoh spomoże,
Jak wsie śwjatyje –
Lude dobryje.
Kolesam soneczko
Ja w horu jiede – Mołoda Mania
Do szlubu jiede.
Oj, jiede, jiede,
Wże j odjiżdżaje –
Prosyt bratyka
Na spomahanie.
– Nech tebe, sestro,
Sam Buoh spomoże,
Jak wsie śwjatyje –
Lude dobryje.
Kolesom soneczko
Ja w horu jiede –
Mołoda Mania
Do szlubu jiede.
Oj, jiede, jiede
Wże j odjiżdżaje –
Prosyt sestruonku
Na spomahanie
– Nech tebe, sestro,
Sam Buoh spomoże,
Jak wsie śwjatyje –
Lude dobryje.
(S. Kopa, Folklorystyczny Zespół Śpiewaczy Orzeszki z Orzeszkowa, Białystok 2003, s. 34.)
Po zebraniu pieniędzy zasiadano za stoły na niewielki poczęstunek, a następnie odbywało się błogosławieństwo rodziców. Panna młoda klękała, a jej ojciec wypowiadał formułę: Niachaj Boh błahasławić, a następnie przekazywał jej ikonę. W niektórych miejscowościach młoda obchodziła uroczyście stół, przy czym przy każdym rogu zatrzymywała się, żegnała się i całowała stół. Zebrani goście śpiewali wtedy pieśń:
Słałasie zieleczko u harodzie rastuczy,
Kłaniajsie [imię młodej] da szlubu iduczy.
Kłaniajsie staromu i małomu,
Pakłanisia baćku swajomu!
Da cuhu, koni, da cuhu,
Uże czas [imię młodej] da szlubu,
Razczaszecie kosaczki maje,
Zawiaziecie da szlubu manie,
Pad tuju carkouku swiatuju,
Niechaj matula maja nie biaduje,
Była ja u jaje hadzinaczku,
Ciepier pabaczysz za niadzieleczku.
-
Barszczewski, Białoruska obrzędowość i folklor wschodniej Białostocczyzny, Białystok 1990, s. 98.)
W okolicach Bielska Podlaskiego i Siemiatycz znano zwyczaj przyjeżdżania pana młodego z orszakiem po młodą pannę, który zwano wiankiem („wianok”). Po wejściu gości do domu swat i starsza drużka wygłaszają długie oracje w języku polskim, zwane wiankami, które według Aleksandra Barszczewskiego są dowodem wpływu obrzędowości polskiej na białoruską. Z kolei Stanisław Dworakowski, opisując obrzędowość weselną w powiecie wysokomazowieckim, zaznaczył, że przemówienia weselne zanikały wraz ze zwyczajem przywożenia rózgi weselnej, czyli „wianka”. Były one szczególnie popularne wśród zaściankowej szlachty, a w XVII wieku także wśród bogatszych właścicieli majątków. Z kolei Zygmunt Gloger w Obchodach weselnych wspomniał, że w XV, XVI i XVII wieku takie oracje były wygłaszane nawet na weselach królewskich. Oracje były połączone z przekazaniem drzewka weselnego, czyli zdobionej białą chustką, zastąpioną później kolorowymi wstążkami, gałązki z rozmarynu lub mirtu, a później jałowca lub jodły. W XX wieku zostały one zastąpione w okolicach Bielska Podlaskiego i Siemiatycz małymi wianeczkami-gałązkami z asparagusa lub jałowca włożonymi do kopert. W oracjach wychwalano urodę panny młodej, podkreślano wagę wydarzenia zaślubin, wspominano o wianku jako symbolu dziewictwa. Często pojawiał się motyw płaczu panny młodej będący wyrazem smutku za panieńskim stanem. Po wygłoszeniu oracji przez swata wianek wpinano we włosy młodej, natomiast po wygłoszeniu oracji przez starszą druhnę przypinano jej wianek do marynarki młodego.
Panna młoda przed wyjazdem do cerkwi powinna zapłakać, aby później, w życiu małżeńskim, już nie płakała. Często śpiewano wówczas pieśni mające wywołać nastrój smutku i tęsknoty za rodzinnym domem, rodzicami i rodzeństwem:
Wyszła Manieczka za nowy worota,
Pud kalinoju stała,
Pud czyrwonuju stała,
Ruczki zhornuła,
Tiażko wzdohnuła,
Żałośno zapłakała.
Wyszou do jeje bateńko jeje:
Czohoż, ditiatko, płaczesz?
Czohoż, rodnoje, płaczesz?
Jaż tobie daju,
Szczo doma maju,
Doleńki ne whadaju.
Wyszła Manieczka za nowy wrota,
Pud kalinoju stała,
Pud czerwonoju stała,
Ruczki zhornuła,
Ciażko wzdohnuła,
Żałosno zapłakała.
Wyszła do jeje matiunka jeje;
Czohoż, ditiatko, płaczesz?
Czohoż, ruodnaja, płaczesz?
Jaż tobie daju,
Szczo doma maju,
Dolieńki ne whadaju.
(Podlasie, cz. II. Pieśni i obrzędy rodzinne, Warszawa 2016, s. 36.)
Po zajęciu miejsca w wozie lub saniach przez młodą, jej ojciec trzykrotnie obchodził go, kropiąc cały zaprzęg święconą wodą. Zabieg ten miał chronić orszak weselny przed wpływem złych mocy, zawistnym okiem osób źle życzących młodej parze. Podczas przejazdu wozów lub sań do cerkwi zwracano uwagę, aby nikt nie przeszedł drogi przed nimi, co było uważane za złą wróżbę. Osoba, która przeszła przed zbliżającym się orszakiem weselnym była uważana za pragnącą rzucić zły urok na młodą, zaszkodzić jej w przyszłym małżeńskim życiu. Jeśli podczas przejazdu do cerkwi potknął się lub upadł koń, wróżono rychłą śmierć jednego z młodych małżonków. W trakcie przejazdu do cerkwi nie śpiewano pieśni, gdyż miało to być złą wróżbą na przyszłość dla młodej.
W cerkwi rozkładano dywan, a na nim kawałek prostokątnego płótna zwany ręcznikiem – był to podarunek od swańki ze strony panny młodej, na którym stawała młoda para. Podczas liturgii starsi drużbanci trzymali nad głowami młodej pary korony, starano się nie zmieniać rąk, co uznawano za złą wróżbę dla trwałości zawartego małżeństwa. Powszechnym zwyczajem było zwracanie uwagi na trzymane w rękach młodych płonące świece, jeśli któraś z nich zgasła wcześniej, to wróżono szybszą śmierć tej osobie. Skwierczenie płomieni świec wróżyło częste kłótnie między małżonkami.
Po ślubie, przy wejściu do cerkwi czekali goście, którzy składali życzenia młodym. Po złożeniu życzeń wyjeżdżano do domu, gdzie miał odbyć się ślub. W XIX wieku wesela odbywały się w karczmach. W przeciwieństwie do przejazdu do cerkwi, ze ślubu wracano, głośno śpiewając i grając na instrumentach. O weselu w karczmie mówi pieśń śpiewana w Ploskach (gm. Bielsk Podlaski):
Siołom jyedu, siołom jyedu,
Korczmy ne minaju.
Daj szynkarko horyełoczki
Chot hroszy ne maju,
Płaczu dolarami a muoj miły,
Czornobrywy ore za horami.
Ore muoj miły, ore sztyry zahuońci,
Jeho miła, czornobrowa, propiła czyrwuonci.
Oj, miła, szto zrobiła, korowiciu propiła.
Miły miłu ciłuje, korowiciu daruje.
Bywaj miła zdorowa, bude druha korowa
(I. Matus, Lud nadnarwiański. Zwyczaje i obrzędy weselne, Białystok 2018, s. 248.)
Po powrocie z cerkwi młodych witali chlebem i solą, czasem również i wódką, rodzice panny młodej. Młodzi całowali chleb, rodzice ich błogosławili i wszyscy wchodzili do domu. Zajmowano miejsca przy stołach, przy czym obok młodych siadał swat i druhna, a naprzeciwko marszałek. Młoda para siadała w kącie, pod ikonami, na wywróconym sierścią do góry kożuchu, co miało jej zapewnić dostatek i bogactwo. Obok gości ze strony młodej i młodego w weselu udział brali też „zaporożnicy”, stojący zazwyczaj za oknami lub w sieni. Częstowano ich tylko w symboliczny sposób.
Nieodłączną częścią uczty weselnej było śpiewanie pieśni, które tworzyły bardzo bogaty repertuar. Najczęściej ich treść dotyczyła młodej pary, wychwalano młodego i młodą oraz wszystkich uczestników wesela:
Oj, charoszy nasz małady, charoszy,
Nad usju swaćbu nasz małady daroższy:
Na im pjarscjonki zijuszczyja, na im kamaszy rypuszczyja,
Oj, sława, sława usjamu bajarju praz jago maładoga!
Oj, charosza nasza maładaja, charosza,
Nad usju swacbu nasza maładaja daroższa:
Na joj pjarscjonki zijuszczyja, na joj kamaszy rypuszczyja,
Oj, sława, sława usjamu bajarju praz jago maładuju!
Oj, charoszy starszy czaszniczak daroższy:
Na im pjarscjonki zijuszczyja, na im kamaszy rypuszczyja,
Oj, sława, sława usjamu bajarju praz jago maładoga!
Oj, charosza starsza drużaczka, charosza,
Nad usju swacbu starsza drużaczka daroższa:
Na ej pjarscjonki zijuszczyja, na ej kamaszy rypuszczyja,
Oj, sława, sława, usjamu bajarju praz jago maładuju!
(M. Hajduk, Pesni Belastoczczyny, Minsk 1997, s. 170–171.)
W kolejnej pieśni z Malinnik w humorystyczny sposób chwalony jest marszałek:
Nasz Marszałok krywonohi –
Pryszow iż dorohi.
– Ne wmywsia, ne holiowsia –
Za Marszałka wprosywsia,
Za Marszałka wprosiwsia.
Nasz Marszałok oteliwsia –
Na piecz powaliwsia.
– Prywjuow tela biełe –
Swojim hościom pud seśiele,
Swojim hościom pud weśiele.
(S. Kopa, Pieśni Ziemi Bielskiej. Gmina Orla, Białystok 2006, s. 78.)
Znaczna część pieśni miała bardzo krótką treść, zachęcała gości weselnych do wspólnej zabawy:
Wypy swatyku, wypy –
Kiliszok ny wyliki.
Wypy swatyku do dna.
Bo to horiłka dobra
(S. Kopa, Folklorystyczny Zespół Śpiewaczy z Dobrywody, Białystok 1994, s. 54.)
W trakcie uczty weselnej odbywało się uroczyste dzielenie korowaja połączone z przekazywaniem datków dla młodych, zwane „perepiwaniem”. Korowaj dzielił marszałek, który kolejno prosił poszczególnych gości, rozpoczynając od rodziców młodych, o podejście i położenie na wcześniej przygotowany talerz pieniędzy. Podczas zapraszania kolejnych ofiarodawców marszałek stukał w powałę wałkiem do ciasta lub długim polanem. Marszałek, chcąc zachęcić gości do składania darów, zwracał się do nich, mówiąc:
Baćko i maci,
I hości u hetaj chacie,
Hroszej nie szkadujcie,
Maładych abdarujcie.
-
Barszczewski, Białoruska obrzędowość i folklor wschodniej Białostocczyzny, Białystok 1990, s. 114.)
Do prośby marszałka mogli przyłączyć się wszyscy goście weselni, śpiewając:
Uspamahaj, bacieńko!
Uspamahaj, mateńko!
Wałami i talarami,
Czyrwonymi czyrwońcami.
Pierszuju kwietaczku – doczaczku,
Druhuju kwietaczku – zacieczka.
-
Barszczewski, Białoruska obrzędowość i folklor wschodniej Białostocczyzny, Białystok 1990, s.114.)
Jeszcze przed II wojną światową podczas „perepiwania” składano życzenia oraz podarunki rzeczowe lub hodowlane zwierzęta. Ofiarowywano zboże, płótno lniane, ręczniki, płachty, części odzieży, np. haftowane koszule, kożuchy, a ze zwierząt drób, owce, rzadziej prosiaki lub krowy. Najbogatsze podarunki przekazywali rodzice chrzestni młodej i młodego. Między poszczególnymi ofiarodawcami dochodziło nie raz do swoistej konkurencji, kto da więcej, zwłaszcza jeśli byli blisko spokrewnieni z młodymi. Ofiarowywanie podarunków było poprzedzane toastami, w czasie których składano młodej parze życzenia wszelkiej pomyślności. Po zakończeniu „perpiwania” tańczono i śpiewano pieśni. Ich treść dotyczyła przyszłości młodej mężatki w domu męża lub mężczyzny, który po ślubie zamieszkał w domu swojej małżonki, czyli „prymaka”. Po północy lub nawet nad ranem kończono biesiadę, a panna młoda żegnała się z swoimi rodzicami przed wyjazdem do domu męża. Po przyjeździe do domu męża jego rodzice witali młodą parę, śpiewano wtedy:
Odkrywaj, matula, wrota,
Syn prywioz newiestku, jak złota –
Choroszu, choroszu, jak wesna,
Pracowitu, pracowitu, jak leto,
Bohatu, bohatu, jak oseń.
-
Barszczewski, Białoruska obrzędowość i folklor wschodniej Białostocczyzny, Białystok 1990, s. 124.)
Kiedy orszak weselników zbliżał się do domu młodego z młodą, śpiewano:
Wynoś, maty, dieżku,
Prywjuoz syn newiestku –
Ne skryni, ne peryny,
Ne z jeji hospodyni,
Ne z jeji hospodyń…
Do peczy – zahortucha,
Do chłopci – rehotucha.
(S. Kopa, Folklorystyczny Zespół Śpiewaczy Orzeszki z Orzeszkowa, Białystok 2003, s. 51.)
Znany był zwyczaj nakazujący, aby młoda para usiadła na dzieży jako symbolu dostatku w nowej rodzinie. Następnego dnia do domu młodego przyjeżdżała wozami rodzina młodej, przywożąc jej posag. Na pierwszej furze znajdował się kufer z płótnem lnianym, ręcznikami, odzieżą młodej, narzutami i dywanami. Starsza swańka przywoziła przystrojoną wstążkami kurę, zwaną „prydanką”. Przekazanie posagu młodej określano „prydanniem”. Przyjeżdżając z posagiem, śpiewano:
Czyje, czyje
Prydanieczko zbłudiło,
U czystuom poli
Dorożeńku zhubiło?
– To Manieczki
Prydanieczko zbłudiło,
U czystuom poli
Dorożeńku zhubiło.
(S. Kopa, Folklorystyczny Zespół Śpiewaczy Tyniewiczanki z Tyniewicz, Białystok 1995, s. 43.)
Często się zdarzało, że przybywających gości witała osoba udająca pannę młodą. Wywoływało to ogólne zamieszanie, udawano, że goście chcą wracać do swoich domów. Wtedy ukazywała się młoda para, która zapraszała wszystkich na poczęstunek. Wnoszono kufer z posagiem, oceniając jego zawartość. Panna młoda wręczała prezenty rodzinie pana młodego. Po wręczeniu prezentów miało miejsce „upawiwannie”, czyli oczepiny. Rozpoczynały się one od tańca młodej z matką pana młodego. Podczas tego tańca śpiewano:
Ad prypieczka da parocha
Czarawiczki paparoła.
Treba, maci, szauca brać,
Czarawiczki zaszywać.
Oj, ciapier ja wiasioła,
Oj, ciapier ja bahata,
Oj, ciapier rada stała,
Szto niawiastki dażdała.
-
Barszczewski, Białoruska obrzędowość i folklor wschodniej Białostocczyzny, Białystok 1990, s. 129–130.)
Po tańcu młoda zdejmowała suknię i welon, zakładała zwykłą odzież oraz czepiec na głowę. Czepiec był powszechnie noszony przez mężatki do I wojny światowej. Najczęściej był szyty z czerwonego, bawełnianego płótna. Składał się z otoka okalającego czoło i skronie oraz główki ściąganej z tyłu tasiemką lub sznurkiem. Biesiada w domu młodego trwała zazwyczaj do północy. Odjeżdżający goście śpiewali powszechnie znaną pieśń:
Zaszumiyeła zelona dubrowa,
Rozjyżdżajećcie Maniulina rodina.
Zaszumiyeli zelony listoczki,
Rozjyżdżajućcie Maniuliny bratoczki.
-
Matus, Lud nadnarwiański. Zwyczaje i obrzędy weselne, Białystok 2018, s. 355.)
Obrzędowość weselną podlaskich Białorusinów kończyły „pierażowiny”, zwane też „padwiesiołkiem”. Były to zabawy organizowane w domu pana młodego, a następnie młodej, w których uczestniczyli członkowie ich rodzin. Śpiewano wówczas często pieśni opisujące ciężki los młodej mężatki w domu męża:
Zjaljony barwinoczak da j pa baru paslausja,
A mój mileńki – czornabarywenki da j praz ljudzi klanjausja.
Kab ja toe znała, szto zamużam gora,
Da j sjadzela by, bulbu ela by u mamulenki gola.
Kab ja toe znała, szto zamużam licha,
Da j sjadzela by, czasnok ela by u mamulenki cicha.
Pajdu da kamory – ani chleba, ani soli,
Ucjakac budu, praklinac budu njaszczasnuju dolju.
Pajdu da kascjoła, stanu za dzwjaryma –
Use moljacca, use moljaccja, a ja płaczu sljazima.
Spatykaj mjane, mama, z wjalikimi piragami,
A ja cjabe, rodna mamanka – z gorkimi sljazami.
(M. Hajduk, Pesni Belastoczczyny, Minsk 1997, s. 194.)
Nagrania w archiwum (43)
- Czas trwania: 1 min 38 s
J atczyniaj, matulo, warotaЙ атчыняй, матулё, варота
Tekst pieśni: J atczyniaj, matulo, warota
- Czas trwania: 2 min 18 s
I maładaja dzieuczyna, i pa-pad lesom chadziłaІ маладая дзеўчына, і па-пад лесом хадзіла
Tekst pieśni: I maładaja dzieuczyna, i pa-pad lesom chadziła
- Czas trwania: 1 min 58 s
Oj, charoszyj nasz karawajОй, харошый наш каравай
Tekst pieśni: Oj, charoszyj nasz karawaj
- Czas trwania: 1 min 6 s
Ty dumała, maja matuluТы думала, мая матулю
Tekst pieśni: Ty dumała, maja matulu
- Czas trwania: 1 min 3 s
Ni tuży, matuluНі тужы, матулю
Tekst pieśni: Ni tuży, matulu
- Czas trwania: 41 s
Odczyni, chodzi, moja macionko, poweczerajem z tobojuОдчыні, ходзі, моя мацёнко, повэчэраем с тобою
Tekst pieśni: Odczyni, chodzi, moja macionko, poweczerajem z toboju
- Czas trwania: 47 s
Pryjechała maci daczku ohledaciПрыехала маці дачку огледаці
Tekst pieśni: Pryjechała maci daczku ohledaci
- Czas trwania: 1 min 23 s
Charoszyj nasz karawaj, charoszyjХарошый наш каравай, харошый
Tekst pieśni: Charoszyj nasz karawaj, charoszyj
- Czas trwania: 52 s
Spomoży, bateńku, spomożyСпоможы, батэньку, споможы
Tekst pieśni: Spomoży, bateńku, spomoży
- Czas trwania: 19 s
Wierzenia związane z weselemВераванні звязаныя з вяселлем
- Czas trwania: 24 s
Oj wyjdu-wyjdu, stanu ja na hrudoczkuОй выйду-выйду, стану я на грудочку
Tekst pieśni: Oj wyjdu-wyjdu, stanu ja na hrudoczku
- Czas trwania: 19 s
A nasz marszałokА наш маршалок
Tekst pieśni: A nasz marszałok