Przejdź do treści

Chrzciny obrzędowość rodzinna

Niezwykle ważną rolę w przyjęciu dziecka do wioskowej społeczności odgrywały chrzciny, organizowane zazwyczaj dwa tygodnie po porodzie. Obchodzono je bardzo uroczyście, zapraszając liczne grono gości, wśród których najważniejszą rolę odgrywali rodzice chrzestni. Dobierano ich, zwracając głównie uwagę na zamożność oraz możliwość zapewnienia wsparcia materialnego chrześniakowi w razie śmierci rodziców. Znano powszechnie wierzenie, według którego matka chrzestna nie mogła być w ciąży, co mogłoby skutkować śmiercią jej dziecka.

Dziecko do chrztu przygotowywała zazwyczaj babka, która wkładała do jego ubranka monetę, garść ziarna zbóż, kawałek chleba i szczyptę soli. Atrybuty te miały wpłynąć na przyszłe losy dziecka. I tak, moneta miała zapewnić bogactwo, ziarno zbóż powodzenie w gospodarowaniu, natomiast chleb i sól dostatek pożywienia. Wierzono również, że już samo dotknięcie przez dziecko różnych przedmiotów przed wyjazdem do cerkwi wpłynie na jego losy, kim będzie w przyszłości, jakie zdolności będzie posiadać. Przykładowo dotknięcie przez chłopczyka piły do cięcia drewna, miało sprawić, że będzie stolarzem lub cieślą, a książki zapewniało mądrość, mogło więc zostać nauczycielem.

Po powrocie z cerkwi zapraszano wszystkich gości na biesiadę, którą starano się przygotować jak najbogaciej. Podczas biesiady śpiewano pieśni, które w swej treści odnosiły się do dziecka, jego przymiotów oraz przyszłości. Bogactwo pieśni śpiewanych podczas chrzcin było czymś charakterystycznym dla ludności białoruskiej zamieszkującej Podlasie. Wyróżniały się one licznymi wariantami, co wynikało z ich ustnego przekazywania z pokolenia na pokolenie. Przykładem może tu być pieśń rozpoczynająca się od słów „Czy ja tobie…”:

Czy ja tobʼie ne kazała,

Czy ne howoryła:

– Ne lahaj koło mene,

Bo bude Hawryło.

A ty mene ne słuchawsia –

Koło mene kławsia,

A teper ne pytajsia:

„De Hawryło wziawsia?”

Ne pytjsia, de uziawsia…

Byży za kumamy,

Bo Hawryło na peczʼie

Trepecze nohamy.

(S. Kopa, Pieśni chrzcinne wschodniej Białostocczyzny, 2008, s. 26.)

Bodaj najczęściej pojawiającym się tematem pieśni śpiewanych podczas biesiady chrzcinnej byli rodzice chrzestni. Miały one często charakter żartobliwy lub wręcz frywolny. W pieśniach tych odzwierciedlony jest radosny nastrój biesiady, w której uczestnicy wyrażali swoje zadowolenie z możliwości wspólnej zabawy:

Oj kume, kume – dobra horyiłka.

Budemo pyty od ponydyiłka.

Od ponydyiłka aż do wuwtyirka –

Wypjemo, kume – dobra horyiłka.

– Prodajemo, kume ja j wsiu czeredu –

Wypjemo, kume szcze j u syredu.

– Prodajemo, kume barani nuożki –

Wypjemo, kume szcze j w czytwer troszki.

– Prodajmo, kume ja j wsiu pszanycu –

Wypjemo, kume szcze j u pjatnycu.

Zakończmo, kume my wsiu robotu –

Wypjemo, kume szcze j u subotu.

– Oj, kume, kume – majmo nadyiju –

Wypjemo, kume szcze j u nydyilu.

Od ponydyiłka do ponydyiłka –

Wypjemo, kume – dobra horyiłka.

(S. Kopa, Pieśni chrzcinne wschodniej Białostocczyzny, 2008, s. 54–55.)

Charakterystycznym zwyczajem związanym z chrzcielną biesiadą było zbieranie datków pieniężnych określane mianem zbierania na „kaszę”. Glinianą miskę z kaszą, najczęściej z pęczakiem, rzadziej z prosem lub gryką, dekorowano gałązkami drzew owocowych (tworzącymi tzw. las) i kwiatami, nakrywano białą chusteczką i ustawiano na stole. Śpiewając pieśń, proszono kolejno zebranych gości, łącznie z rodzicami ochrzczonego dziecka, o datek pieniężny. Zgodnie ze słowami pieśni miały być one przeznaczone na ogrodzenie ogródka („horod horodity”). W pierwszej kolejności pieniądze składali mężczyźni, a następnie kobiety. Za przekazane pieniądze otrzymywano niewielką ilość kaszy. Pieśni śpiewane podczas dzielenia kaszy miały wiele wariantów. Stefan Kopa w białoruskich Pieśniach Ziemi Bielskiej. Gmina Orla zamieścił jedną z bardziej rozpowszechnionych wersji:

Oj, czyj to horod ne horodżany,

Ne horodżany, ne tynowany?

– Batʼków to horod ne horodżany,

Ne horodżany, ne tynowany.

– Dawaj, bateńku, ohorodymo,

Ohorodymo, otynujemo.

Oj, czyj to horod ne horodżany,

Ne horodżany, ne tynowany?

– Dʼiedków to horod ne horodżany,

Ne horodżany, ne tynowany.

– Dawaj, babulu, ohorodymo,

Ohorodymo, otynujemo.

Oj, czyj to horod ne horodżany,

Ne horodżany, ne tynowany?

– Kumula horod ne horod ne horodżany,

Ne horodżany, ne tynowany.

– Dawaj, kumulu, ohorodymo,

Ohorodymo, otynujemo… itd.

(S. Kopa, Pieśni Ziemi Bielskiej. Gmina Orla, 2006, s. 104.)

W okolicy Czyż rozpowszechniony był wariant pieśni, w którym zamiast o „horodzie” jest mowa o „dyrce”:

Czyja to dyrka ne horodżona

Srebrom, zołotom ne osadżona?

– Tatowa dyrka ne horodżona,

Srebrom, zołotom ne osadżona.

– Oj, treba jije zahoroditi –

Srebrom, zołotom to j osaditi.

Czyja to dyrka ne horodżona,

Srebrom, zołotom ne osadżona?

– Mamina dyrka ne horodżona,

Srebrom, zołotom ne osadżona.

– Oj, treba jije zahoroditi –

Srebrom, zołotom to j osaditi.

(S. Kopa, Pieśni chrzcinne wschodniej Białostocczyzny, 2008, s. 182.)

Zwyczajowo na zakończenie biesiady chrzcielnej organizowano zabawę polegającą na sadzaniu rodziców chrzestnych na drewnianej, odwróconej zębami do góry bronie z nałożonym sianem, którą następnie ciągano wokół domu. Wierzono, że w przyszłości miało to zapewnić powodzenie w gospodarowaniu na roli ochrzczonego dziecka.

Czterdzieści dni po porodzie odbywało się uroczyste przyjęcie matki w cerkwi, zwane gwarowo „uwodem”. Do tego czasu matka była uważana za nieczystą, a tym samym musiała wystrzegać się kontaktów z innymi osobami, nie mogła uczestniczyć w uroczystościach religijnych w świątyni.

Z dzieciństwem wiąże się liczna grupa pieśni-kołysanek śpiewanych podczas usypiania noworodka. Zazwyczaj miały one krótki, rymowany tekst. Przykładem można tu być kołysanka z Sokólszczyzny:

A-a-a-a-a, luli, luli –

Usie dzieci pasnuli.

Tolko Manieczka nie spić –

Treba jaje pryspić.

Luli, luli – dzicia spać,

Adna maci, baćkoŭ pjać.

(S. Kopa, Pieśni białoruskie Ziemi Sokólskiej, tom 2, 2014, s. 116.)

Nagrania w archiwum (7)

Otwórz w mediatece