Sianokosy
Na wschodzie Białostocczyzny, a więc na terenach zamieszkałych przez podlaskich Białorusinów prowadzono w nieodległej przeszłości intensywną gospodarkę hodowlaną. Jednym z niezbędnych warunków jej prawidłowego funkcjonowania była konieczność dostępu do odpowiedniej ilości paszy. Na Podlasiu terenami wyróżniającymi się pod względem powierzchni łąk i jakości porastających je traw były doliny dwóch dużych rzek – Biebrzy i Narwi. Zwłaszcza ta pierwsza rzeka toczy swój nurt przez bardzo szeroką dolinę o bagiennym charakterze, którą w znacznym stopniu pokrywały naturalne łąki. Na łąkach położonych wzdłuż rzek sianokosy odbywały się dwukrotnie w ciągu lata, natomiast na tych usytuowanych bliżej wsi koszono tylko raz, w czerwcu, rzadziej lipcu. Tam gdzie sianokosy odbywały się tylko w czerwcu, po zebraniu siana, wpuszczano na łąkę zwierzęta. Pierwsze sianokosy zwano na wschodzie Podlasia pierwiną. Drugie koszenie miało miejsce we wrześniu, a zwane było otawą, atawą lub też potrawem. Siana z drugiego pokosu było już mniej, było też gorszej jakości, choć w zdecydowanej mierze uzależnione to było od panującej podczas sianokosów pogody. W gospodarce opartej na zasadach trójpolówki z szachownicą gruntów zdarzało się, że dana wioska posiadała swoje łąki w odległości nawet kilkudziesięciu kilometrów, np. mieszkańcy wsi Cimochy, położonej obecnie na terenie gminy Narew, udawali się na sianokosy aż pod Suraż i Tykocin. Należące do całej wsi łąki były dzielone na działki o wielkości uzależnionej od powierzchni posiadanej ziemi. Każdy gospodarz kosił swoją działkę. Jeśli posiadał łąkę o dużej powierzchni, której nie był w stanie sam wykosić, to wynajmował wówczas pracowników. Bywało też tak, że pomagali mu członkowie rodziny, którym z kolei w ramach wzajemności należało wyświadczyć podobną przysługę. Zdarzało się, że łąkę kosili jednocześnie wszyscy gospodarze z jednej wsi, a mogło być ich nawet kilkudziesięciu. Ubrania kosiarzy były w białym kolorze, nosili oni białe, lniane koszule przepasane paskiem, zwanym krajką. Kobiety zakładały długie, lniane spódnice. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni pracowali zazwyczaj boso. Niektórzy zakładali postoły, czyli plecione z łyka lipowego lub też z łyka wierzby iwy łapcie. Koszenie łąk położonych w odległych miejscach od wioski, z której przyjeżdżano, wiązało się z koniecznością nocowania w miejscu pracy. Spano oczywiście w kopkach siana, przykrywając się posiadanym ubraniem. W ciągu dnia przy wozach zostawali starsi ludzie i dzieci, a kosiarze udawali się na miejsce pracy.
Koszenie rozpoczynano wczesnym rankiem w myśl przysłowia: kosi kosa póki rosa (Cimochy). Granice terenu przeznaczonego do wykoszenia zaznaczano tyczkami, tak aby uniknąć koszenia na gruncie sąsiada. W przypadku, gdy teren łąki był bardzo podmokły, to rozkładano kładki z desek, aby dojść na miejsce pracy. W ciągu całego dnia można było skosić około pół hektara łąki, przy czym wymagało to już dość znacznego wysiłku ze strony koszącego. W zależności od przeważających w trawie gatunków roślin nadawano jej różne nazwy, np. ryzucha, zarucha, trościanka czy też miętucha. Ta ostatnia była uważana za najlepszy pokarm dla krów i koni. Po skoszeniu trawa musiała wyschnąć, co oczywiście było uzależnione od pogody. Suszące się siano przewracano grabiami, a w razie zagrożenia zamoczeniem przez deszcz grabiono w kopki. Jeśli suszono trawę w dalszych okolicach, to starano się trzymać ją jak najdłużej na łące, aby się wyblakowała, tj. aby pewne gatunki roślin straciły gorzki smak. Należało też uważać, aby siana nie zaparzyć, gdyż wtedy będzie pleśnieć. Gdy doszło do zaparzenia siana wykorzystywano je jako podściółkę dla zwierząt lub wyrzucano. Siano zwożono wozami z drabinami lub posiadającymi specjalne rusztowanie w formie prostokątnej ramy. Inny sposób jego przewozu polegał na rozłożeniu na wozie desek, jednej wzdłużnie pośrodku i pozostałych poprzecznie. Po załadunku siana na wóz zabezpieczano je przed spadnięciem długim drążkiem zwanym rublem. Jeden koniec tego drążka był przymocowany za pomocą łańcucha do przodu wozu, drugi sznurem z konopi przywiązany był do tyłu. Przed I wojną światową po siano przyjeżdżano wozami zaprzężonymi w woły. Transport siana trwał wtedy znacznie dłużej, nawet do dwóch, trzech dni. Tak długi czas wymagał nocowania na łąkach lub postojów na sen podczas drogi powrotnej. Zebrane w czasie sianokosów siano najczęściej zwożono do budynków gospodarczych położonych na terenie zagrody, rzadziej, zwłaszcza na terenach podmokłych, przechowywano je w stogach, brogach i szopach. Współcześnie już ich nie zobaczymy na łąkach, zmieniła się zupełnie technika koszenia traw oraz ich przechowywania.
Choć sianokosy były ciężką pracą, to bardzo często towarzyszył im śpiew. Śpiewano o tej pracy, ale też pojawiały się pieśni o trudach życia na wsi czy nieszczęśliwej miłości. Do najczęściej śpiewanych na Podlasiu należała pieśń zaczynająca się słowami Kosary kosat:
Kosary kosat, a wyter powiwaje,
Zelona trawa spod kosy wylahaje,
Zadumała sia biednaja dońca,
Szczo ne skoszonaja zelonaja dubrawońka,
Najmu kosary siemdziesaty czetyry,
Szto by kosili wsie hory i doliny.
(Dobrowoda, gm. Kleszczele)
W pieśni zanotowanej przez Stefana Kopę, a śpiewanej przez zespół Tyniewiczanki, występuje motyw humorystyczny związany z pracą kosiarzy:
Żuryłasia Kateryna,
Szto j ne koszana dolina.
Treba kościów poprositi,
Dolinońku wykositi.
Koście kosiat – Boha prosiat:
Daj nam Boże pohodońku,
Na naszuju robotońku.
Kob nam (Daj nam) sieno wykositi,
Do stodoły powoziti.
Bo w stodoli dobre żiti,
Ni orati, ni kositi.
Ni orati, ni kositi,
Tuolki mied horiełku piti
(Tyniewicze Duże, gm. Narew)
Podczas sianokosów śpiewano także pieśni opowiadające o życiu na wsi, ukazujące często dramatyczne historie, np. związane z losem nieślubnych dzieci. W repertuarze zespołu Tyniewiczanki, zapisanym przez Stefana Kopę, znajduje się pieśń mówiąca o matce, która chciała utopić swe nieślubne dziecko:
Bieł mołodeć sieno kosit,
Biedna wdowa jiesti nosit.
Nesła, nesła – ne donesła,
Na pokosi postawiła.
Na pokosi postawiła,
Bieło syna porodiła.
Muoj ty synku bilusieńki,
Jaki t mnie milusieńki.
Czy mnie tebe hodowati,
Czy mnie tebe utopili?
Hodowawszy – od ludi smiech,
Utopiwszy od Boha hriech.
Bieł mołodec toje czuje,
Szto wdowońka sowietuje.
Kinuw kosu na pokosu,
Sam pryskoczyw do wdowońki.
Czy ty wdowo oszalieła,
Swoho syna topit mieła.
Jak nas batki hodowali,
Po tichońku dożydali.
I my budem hodowati,
Po tichońku ożydatki.
(Tyniewicze Wielkie, gm. Narew)
Nagrania w archiwum (1)
- Czas trwania: 39 s
Hałubok siena kosićГалубок сена косіць
Tekst pieśni: Hałubok siena kosić