Obrzędowość pogrzebowa
W ludowych wierzeniach podlaskich Białorusinów śmierć zajmowała miejsce szczególne, wynikające z wiary w życie pozagrobowe. Wierzono, że odejście ze świata żywych jest tylko przejściem w zaświaty, w których przebywają zmarli niegdyś przodkowie. Podczas wielu świąt dorocznych wierzono, że dusze przodków przebywają czasowo w świecie żywych i jest możliwe nawiązanie kontaktu z nimi. Przykładem może tu być chociażby wigilia Bożego Narodzenia, kiedy spożywano postną kolację, zostawiając wolne miejsce przy stole właśnie dla niewidocznej dla zwykłych śmiertelników duszy przodka. Pozostawienie potraw wigilijnych na stole przez wigilijną noc umożliwiało symboliczny poczęstunek tych dusz, a tym samym zyskanie ich przychylności w następnym roku, szczególnie w pracach gospodarczych. Wszystkie obrzędy i zwyczaje miały na celu godne pożegnanie zmarłego członka rodziny, tak aby ułatwić jego duszy odejście w zaświaty oraz okazanie mu szacunku.
Powszechnie wierzono w zwiastuny śmierci, które poprzedzają śmierć człowieka. Szczególną wagę nadawano im podczas ciężkiej choroby bliskiej osoby. Zwracano uwagę na zachowanie zwierząt, przykładowo wycie psa, zwłaszcza przy drzwiach domu, było znakiem zbliżającej się śmierci któregoś z jego mieszkańców. Złym znakiem było hukanie sowy, w szczególności puszczyka. Jako wyjątkowo złe znaki odbierano pianie kury oraz uderzenie czarnego ptaka w szybę okna. Oprócz zwierząt śmierć zapowiadały również sny związane ze śmiercią, np. takie, w których pojawiał się zmarły, ale także te z wypadnięciem zęba czy też ze zniszczonym domem, a zwłaszcza piecem. Znakiem zapowiadającym śmierć gospodarza było pozostawienie nieobsianej części pola zbożem.
Wśród podlaskich Białorusinów za szczęśliwą śmierć uważano taką, której można było się spodziewać i do niej przygotować. Umierający człowiek mógł pożegnać się z rodziną, sąsiadami, oddać długi oraz wyspowiadać się. Śmierć niespodziewana była traktowana często jako kara za grzechy, uniemożliwiała bowiem właściwe przygotowanie się do niej, odmówienie modlitw nad konającym człowiekiem. Panowało powszechne przekonanie, że im ktoś popełnił więcej grzechów za życia, tym w większych bólach i dłużej umierał. Najdłużej męczyły się osoby zajmujące się czarownictwem, rzucaniem uroków. Wierzono, że tuż po śmierci dusza zmarłego przebywa obok ciała, słyszy i widzi domowników, stąd starano się mówić o niej tylko dobre rzeczy. Dusza zmarłego nim odeszła w zaświaty miała przebywać wśród żywych aż czterdzieści dni. Mogła wówczas odwiedzać swój dom, można było ją w szczególnych sytuacjach nawet zobaczyć, np. w lustrze, z tego powodu tuż po śmierci zasłaniano je czarną płachtą. Zatrzymywano również zegary zgodnie z wierzeniem mówiącym, ile minut zegar będzie chodził po śmierci domownika, tyle umrze jeszcze osób.
Tuż po śmierci domownika rozpoczynały się przygotowania do jego pochowania. Myto ciało, a wodę po umyciu wylewano w miejsce, gdzie nikt nie chodził. W przeciwnym razie ktoś mógłby przynieść śmierć na butach do swego domu. Umyte ciało ubierano w strój, który zawczasu przygotowywały sobie starsze osoby na pogrzeb. Młode mężatki chowano w stroju ślubnym. Do trumny zmarłego wkładano jego osobiste przedmioty używane za życia, np. okulary, laski lub fajki. Umyte i ubrane w czarny strój zwłoki wystawiano w domu nieboszczyka, ustawiając trumnę na ławie. Obok trumny stały zapalone świece.
Przed pogrzebem czuwano przy trumnie, odmawiano modlitwy oraz śpiewano pieśni pochodzące zazwyczaj z cerkiewnych modlitewników, tylko nieliczne były rezultatem ludowej twórczości. Jedną z bardziej rozpowszechnionych, z tej drugiej kategorii, była pieśń rozpoczynająca się od słów: „Ludzi każuć, szto umru ja…”:
Ludzi każuć, szto umru ja,
A ja chaczu życi.
Kolki b ty nie żyu na świecie
To treba umierci.
Astajecca srebro, złoto,
Darahija szaty –
I nie można ich z saboju
U mahiłu zabraci.
I naszto ich zabiraci?
Tam taho nie treba,
Sztyry doszki, sażeń ziemli
I spasiennia z nieba.
U hrobie buduć rebry, kości
I czerap, i ruki –
Dusza pojdzie nieśmiertelna
Na wiecznuje muki
-
Barszczewski, Białoruska obrzędowość i folklor wschodniej Białostocczyzny, Białystok 1990, s. 156.)
Powszechnie znana na południu Białostocczyzny była pieśń rozpoczynająca się od słów „Niezamietna wiek prochodit”:
Niezamietna wiek prochodit,
Kak wo snie był mołodoj,
Wot uż starost uż podchodit,
Wies kak łun ja stał siedoj.
Potiemnieli jasny oczy,
Skwoz oczok na swiet hlażu
I chodit uż niet u mohczy,
Pryhornuwszysja sieżu.
Istoczali także siły,
I wiesielja nieczut nie,
Powsieczasno żdu mogiły
I tohda proszczaj mój swiet.
Wy proszczajtie, moi dieti,
Wsie imienna i trudy,
Wsio prekrasnoje na swiete
I zielonyja sady.
Wsie trudy moi nażyty,
Ja komu by podarył,
Cztob mnie wremja mołodoje,
Moh nazad mnie wozwratit.
No uże kak niewozmożno
Wozwratit lieta nazad,
Ożydaju smerti toczno
I ne znaju, czto skazat.
Tolko tiem ja utieszajus,
Jeśli Hospodu molu,
Cztob prostił mnie sohreszennia
I wmiestił mienia w raju.
(Pieśni nie tylko święte. Tradycja muzyczna Podlasia. Zespół śpiewaczy z Czeremchy Wsi, Białystok 2002.)
Przy zmarłym śpiewano też pieśń opowiadającą o nieuchronności śmierci i marności wszelkich dóbr doczesnych:
Uż leżyt smiertiu usplennyj,
W tiomnom hrobie położennyj,
Tieło miertwo spoczywaje,
Woskresiennia ożydaje.
Ustranisia marnyj swiet,
Mnie w tiebie utiechi niet,
Ja uż idu w dalny put,
Nie ostawlu sieda tut.
Razstajusia swiet s toboju,
Pokrylisia hłaza mhłoju,
Nie mohu na tia zirati,
Muszu sia s taboj razstati.
Razstajusia swiet s toboju,
S sosiedami i rodnioju
I so wsiemi znakomymi,
Razstajusia i so wsiemi.
Płot moju ziemia pokroju,
Ostanutsia znakomyje,
Ja idu w put dalekuju,
Uchażu w żyzń zahrobnuju.
Sieho swieta mnie zapłata,
Dostałasia licha szata,
Wsio bohatstwo ostawlaju,
Sażeń zemli połuczaju.
Skończyłoś ziemnoje dieło,
Stoczat czerwy moje tieło,
O, marnyj, wiesiołyj swiet,
Upowannia w tiebie niet.
Na zdrowoje nie wpowajtie,
A o smierti pamjatajtie,
Jak sia konczat żyzni leta,
Star i mład idut so swieta.
I małyje umirajut,
Kak cwietoczki upadajut,
Smiert maje żatwu biez lieta,
Zabiraje wsiech so swieta.
(Pieśni nie tylko święte. Tradycja muzyczna Podlasia. Zespół śpiewaczy z Dobrowody, Białystok 2002.)
Pieśni śpiewano nie tylko, czuwając przy zmarłym przez trzy dni i trzy noce, aż do pogrzebu, ale również podczas żałobnych uczt po pochówku, a także czterdzieści dni po zgonie i w rocznicę śmierci.
Jeszcze do niedawna charakterystycznym elementem obrzędowości pogrzebowej podlaskich Białorusinów były lamentacje, czyli wygłaszane głośno teksty skierowane do zmarłych przez osoby z nimi związane. Wyrażano w nich żal i smutek po ich śmierci, wychwalano wszelkie zasługi i przywiązanie do nich całej rodziny. Lamentacje były wygłaszane w trakcie pogrzebu, a zwłaszcza kiedy zamykano trumnę oraz w trakcie spuszczanie jej do grobu. Aleksander Barszczewski w swym znakomitym opracowaniu omawiającym obrzędowość rodzinną podlaskich Białorusinów przytacza teksty kilku lamentacji. Szczególnie wzruszająca jest lamentacja matki po zmarłej córce ze wsi Dubiny:
Ustań, moja doczeńko, ustań,
Ja do tebe pryszła, a ty ne odzywajeszsia,
Nawet odnym słoweczkom do mene,
A my tobie takoje smuteńkie,
Weseleczko wyprawlajem,
Chatku zrobili takuju newesiołu –
A czom ty z nami ne chotieła żyti?
Czym my tobie tak nadokuczyli?
Pryleti do nas chot zazuleju,
Zakuj na naszuj jabłońcy.
De ne pojdu, tebe ne najdu,
Po twoich slidoczkach budu choditi,
Slozy roniti.
Wsie twoje slidoczki i steżoczki
Trawoju zarostut.
Wsie twoje kumpanki chodiat,
A tebe nihde nema.
Moje ditiatko rodneńkie,
Ty uże do mene ne prydesz,
A pryde czas, ja prydu do tebe.
-
Barszczewski, Białoruska obrzędowość i folklor wschodniej Białostocczyzny, Białystok 1990, s. 152–153.)
Lamentacje były też wygłaszane przez kobiety niespokrewnione ze zmarłą osobą, ale będące z nią w bliskich stosunkach:
Ach, maja ty Waleczko mileńka,
Kali uże budziesz na tym świecie,
Paszukaj maho Wałodzieczku
I pieradaj jemu wiestaczku.
Skaży jemu, szto let tych
Ja nie zmarnawała,
Jeho pamięci nie zahańbawała,
Dzietak usich pahadawała,
Synou pażaniła,
Doczak zamuż paaddawała,
A zdarouja nie maju, nie maju,
Skaży jemu, Waleczko,
Niechaj jon na mienie czakaje.
-
Barszczewski, Białoruska obrzędowość i folklor wschodniej Białostocczyzny, Białystok 1990, s. 154–155.)
Znany był zwyczaj nakazujący po wyprowadzeniu zwłok z domu położenie chleba w miejscu, w którym spoczywała wcześniej trumna, co miało zapobiec klęsce głodu. Po wyprowadzeniu zwłok nie sprzątano domu przez trzy dni, wierząc, że dzięki temu śmierć nie wymiecie pozostałych członków rodziny. Przejście konduktu pogrzebowego przez wieś było obwarowane licznymi wierzeniami, np. jedno z nich nakazywało unikanie konduktu pogrzebowego gospodarzom jadącym siać zboże na polu. Po pochówku organizowano stypę, w której uczestniczyły wszystkie osoby biorące udział w pogrzebie.